Artykuły
serce.katolik.bielsko.pl
„Gotujcie drogę Pańską, prostujcie ścieżki Jego” – to zawołanie towarzyszy nam na adwentowych drogach. Słuchamy go w czytaniach, powtarzamy w modlitwach, wyśpiewujemy w popularnej pieśni.

To słowa otwierające Markową Ewangelię: „Początek Ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Tak napisał prorok Izajasz: »Oto wysyłam mojego posłańca przed Tobą,/ aby przygotował Twoją drogę./ Głos, który woła na pustyni:/ Przygotujcie drogę Pana!/ Wyprostujcie jego ścieżki!« Jan chrzcił na pustyni i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów. Przychodzili do niego ludzie z całej judejskiej krainy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy; wyznawali swoje grzechy, a on ich chrzcił w rzece Jordan” (Mk 1, 1-5, cyt. za Edycją Świętego Pawła 2008).
Przywołany Izajasz (Iz 40, 3-5), mówiąc o przygotowaniu drogi dla Pana, o prostowaniu krętych ścieżek i wyrównywaniu wyboistych, kreśli poetycki obraz odbudowy duchowej relacji pomiędzy narodem wybranym a Bogiem, powrotu do źródeł wiary i odnowienia postępowania.
„Jan Chrzciciel pojawia się na granicy Starego i Nowego Testamentu. Poprzedza przyjście Jezusa Chrystusa. Jego działalność jest ściśle związana z pustynią, gdzie mieszka i przemawia. Nie chodzi tylko o krainę geograficzną, ale o miejsce szczególnie uprzywilejowane. To właśnie tam uczy się ufności do Boga, słuchania i rozmawiania z Nim, zależności i wiary w Jego opatrzność. W ten sposób włącza się w długą historię osób, które tam przebywały, ale też w całe doświadczenie Izraela, który 40 lat przebywał na pustyni w drodze do Ziemi Obiecanej. Na pustyni żyje się inaczej i słowa nabierają innego znaczenia. Można powiedzieć, że człowiek doświadcza znaczenia słów wręcz fizycznie, egzystencjalnie. One uderzają w niego i konfrontują go z życiem. Jeśli nie chodzi tylko i wyłącznie o miejsce geograficzne, to pustynia jest obecna w życiu każdej osoby wierzącej. Będzie to sytuacja i doświadczenie, w którym muszę zaryzykować i zaufać Bogu” (https://jezuici.pl/2014/12/glos-wolajacego-na-pustyni/).
A zatem Jan zapraszał na pustynię ludzi, do których przemawiał, świat oddalony od Boga i zamknięty na Niego. Zadaniem proroka było świat ten przywrócić do przytomności i skierować na Boże drogi. Nawoływał do nawrócenia i pokuty, porzucenia grzechu. I głosił nadejście czasu zbawienia. Głos Jana był skuteczny, ludzie przychodzili tłumnie i nawracali się, przyjmując chrzest. Ten chrzest był znakiem oczyszczenia, ale także znakiem woli odmienienia życia, wypełnienia go Bogiem. To wołanie docierało jednak do tych, którzy chcieli słuchać, którzy znajdowali czas, by się zatrzymać, pragnęli odnaleźć właściwą drogę.
I pytają proroka, co mają robić, a on ich poucza. Mówi – jak jego wielcy poprzednicy: Jeremiasz, Izajasz, Amos... – że trzeba czynić pokutę, pościć i modlić się. Mówi im o miłości, sprawiedliwości, łagodności. Każe podzielić się suknią z tym, który jej nie ma, i chlebem z tymi, którzy go pragną. Ściągających podatki upomina, by nie brali nic ponad to, co im się należy, a żołnierzy poucza, by nikogo nie krzywdzili. I przestrzega Izraelitów, by nie popadali w samozadowolenie, sądząc, że skoro należą do narodu wybranego, nic już nie muszą czynić dla swego zbawienia. Wreszcie chrzci wodą, zapowiadając jednak chrzest Duchem Świętym i ogniem – chrzest Chrystusowy.
Jan żył na pustyni, żywił się miodem i szarańczą, ubierał w sierść wielbłądzią. Modlitwa i zawierzenie Bogu były źródłem siły proroka. Jego słowa, tak jak życie, były surowe. Był silny duchem i wolny w tym, co wybierał i co robił, z wiarą, odwagą i do końca. Nie chodziło mu o sławę czy wielkość. Wiedział, co miał do wykonania i to czynił. Kiedy nadejdzie Chrystus, pokornie umniejszy siebie samego i wskaże na Pana. To nie on jest tu ważny, ale Jezus.
W Adwencie bądźmy po trosze Janem. Poszukajmy swojej pustyni. Na pustyni łatwiej znaleźć Boga. Zastanówmy się, jak wyprostować i wyrównać drogę dla Pana. Porzućmy zabieganie i troskę o poklask świata, ograniczmy wielość spraw, które nami rządzą na co dzień, zrezygnujmy choć z kilku. Wybierzmy to, co ważne. Zamiast kolejnych seriali – czas na Pismo Święte. Zamiast rozrzutności w świątecznej perspektywie – może jałmużna dla potrzebujących. Zamiast ciągłej rozrywki – chwila modlitwy za... tylu ludzi jej potrzebuje. Postarajmy się mówić inaczej – o tym, co istotne i w sposób, który nie rani.
A może tego roku podarujmy ten Adwent sobie? Po to, by znaleźć pociechę w dręczącym duszę smutku, pomoc w trudach, by uleczyć zranienia, przywrócić utracony szacunek do samych siebie, dostrzec swoje prawdziwe, głębokie potrzeby, odnaleźć to, co ma rzeczywistą wartość. Nie chodzi o egoistyczną postawę, ale o świadomość, że każdą naprawę świata powinniśmy zacząć od siebie, od naszego własnego uleczenia i nawrócenia. Zbawienie już się dokonało, ale by mogło się wypełnić, człowiek musi świadomie i dobrowolnie odpowiedzieć Bogu: tak. To ja mam przygotować drogę dla Pana, by mógł do mnie przyjść. To moja lampa ma być wypełniona oliwą, by mógł mnie odnaleźć.
Marana tha! Przyjdź, Panie Jezu! Maran atha! Nasz Pan przyszedł!
Małgorzata
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter  

Używamy plików cookies, aby serwis działał lepiej. Dowiedz się więcej, jak zarządzać plikami cookies.