Artykuły
serce.katolik.bielsko.pl
Dziękując kard. Stanisławowi Dziwiszowi za przyjęcie podczas Światowych Dni Młodzieży, papież Franciszek pisał o „niezapomnianych dniach wiary i modlitwy”. I pewnie tak najkrócej można byłoby podsumować wydarzenia tego szczególnego czasu.

Czasu dla rzeszy wiernych niezapomnianego, świętego. Choć przez wielu z nas przeżywanego nie aż tak intensywnie, jak w przypadku młodych uczestników ŚDM, jednak takiego, obok którego nie przechodzi się obojętnie. Również dlatego, że tak naprawdę wcale nie skończył się on wraz z wyjazdem papieża i pielgrzymów z Krakowa, z Polski. To był czas siewu, który dopiero, miejmy nadzieję, przyniesie owoce. Na wielu płaszczyznach, na wiele sposobów, w wielu sercach, nie tylko młodych – choć oni byli sednem tej wizyty. Czas wielkiej nadziei w miłosierdziu Bożym.
Wiele pięknych inspiracji zostawił nam Piotr naszych czasów – pięknych mądrością i głębią, zachęcających do przemyśleń, rozważania życia w świetle wiary i Chrystusowej nauki, a przede wszystkim do czynu. Że wspomnę tylko tę, która na pewno już zamieszkała w powszechnej świadomości – o myleniu szczęścia z kanapą.
Papież mówił przede wszystkim o sprawach podstawowych, o służeniu Jezusowi ukrzyżowanemu w ludziach cierpiących, spychanych na margines, głodnych, chorych, samotnych, bezrobotnych... Mówił o problemach najbardziej nas dziś absorbujących, choćby o świecie pełnym terroru, potrzebie modlitwy o nawrócenie serc terrorystów i za ich ofiary, a także o uchodźcach i imigrantach. Z tymi zagadnieniami długo jeszcze będziemy się zmagać, walczyć z wątpliwościami i lękami, mając świadomość, że to, o czym papież przypomina wciąż na nowo, jest podstawą Ewangelii. A my, bezpieczni, syci, żyjący według zasad, które uznajemy za uczciwe, mamy problem, by się na to nauczanie, to przypominanie otworzyć. Jakże bowiem trudno jest myśleć na przykład o umierających za wiarę (co 5 minut ginie jeden chrześcijanin), rozważać dramaty uchodźców, pokonywać swoje opory wobec obcych przybyszów. Franciszek konsekwentnie przypomina: coście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili; podróżnego w dom przyjmijcie, głodnego nakarmcie, spragnionego napójcie, więźnia nawiedźcie... Wytrwale uczy nas szacunku do innych – do wszystkich ludzi, również innej wiary, innego języka, innej kultury. Wstrząsa raz po raz naszym ustabilizowanym życiem, by zwrócić nasze oczy na rzeczywiste i palące potrzeby świata oraz na postawę, jaką powinien przyjąć wobec nich uczeń Chrystusa. Po raz kolejny mówił o tym również w Polsce i to nie tylko do młodych.
Ojciec Święty uczy nas także, co bardzo ważne, miłości i szacunku do siebie samych. Jakże możemy miłować braci, być dla nich miłosiernymi, jeśli nie jesteśmy w stanie zaakceptować siebie i sobie przebaczyć, by móc iść dalej? Tak było podczas Mszy posłania, kiedy to bohaterem homilii uczynił celnika Zacheusza. Ten, by Mistrza zobaczyć, z powodu niskiego wzrostu musiał wspiąć się na drzewo, podjął jednak to wyzwanie. Nie pozostał „uwięziony w zwątpieniu” – jak ujął to fenomenalnie bp Grzegorz Ryś, autor rozważań Drogi krzyżowej, która miała miejsce na krakowskich Błoniach (naprawdę, warto do tych rozważań wracać, budzą sumienie!). „Także i dzisiaj może nam grozić – mówił papież – że będziemy stali z daleka od Jezusa, bo wydaje się nam, że nie dorastamy, bo mamy niską opinię o sobie. Jest to wielka pokusa, która dotyczy nie tylko samooceny, ale dotyka również wiary. Wiara mówi nam bowiem, że jesteśmy »dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy« (1J 3, 1)” – zawsze, jak w opowieści o marnotrawnym synu i miłosiernym Ojcu. Bezczynność, niewiara w siebie, trwanie w niezadowoleniu i negatywne myślenie oznaczają „brak uznania naszej najprawdziwszej tożsamości: to jakby odwrócić się w inną stronę, kiedy Bóg chce, by na mnie spoczęło Jego spojrzenie, i to jakby chcieć zgasić marzenie, jakie Bóg żywi wobec mnie”. Drugą przeszkodą, którą celnik musiał pokonać, był wstyd: co pomyślą inni? „Niemniej przezwyciężył wstyd, ponieważ silniejsza była ciekawość Jezusa. (...) Zaryzykował i zaangażował się. Również dla nas jest to tajemnica radości: nie gasić pięknej ciekawości, ale zaangażować się, aby życie nie było zamknięte w szufladzie”. Zacheusz musiał też stawić czoło tłumowi szemrzącemu, że Pan nie powinien wchodzić do domu grzesznika. „Jakże trudno jest naprawdę przyjąć Jezusa, jak trudno zaakceptować »Boga bogatego w miłosierdzie« (Ef 2, 4)”. I dalej mówił papież: „Tego dnia tłum osądził Zacheusza, spojrzał na niego z góry; Jezus przeciwnie, dokonał czegoś odwrotnego: spojrzał w górę na niego”. „Zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu!”
Niegdyś na oazowych drogach śpiewaliśmy z wielkim entuzjazmem pieśń o Zacheuszu, która zaczynała się tak: „Do celnika Zacheusza przyszedł Pan, by przemienić jego życie”. Zacheusz tej zmiany chciał i nie pozostał bezczynny wobec swojego pragnienia. A jak to jest ze mną? Kiedy myślę o papieskiej wizycie i o samym Franciszku, dostrzegam jasne przesłanie mówiące o potrzebie przemiany. I widzę mędrca, ale nie takiego, który osiągnął już cel, zdobył mądrość i spoczął. Raczej kogoś, kto jest nieustającym jej poszukiwaczem (a więc filozofem, „miłującym mądrość”, w ujęciu klasycznym), gotowym na zmiany w swoich poglądach, postępowaniu, ocenach, a to dlatego, by móc iść do przodu, by się rozwijać. I tego nas uczy. Sądzę, że papież przygotowuje nas na wielkie zmiany, które nadchodzą i są nieuchronne, a my jeszcze nie jesteśmy na nie gotowi. Przygotowuje konsekwentnie, cierpliwie, powiedziałabym nawet, że z pewną dozą pobłażliwości wobec naszej niechęci i obaw – jakby dawał nam czas na przejrzenie. Lecz nieustępliwie. Parafrazując nieco jego słowa o kanapie, można rzec, że nadchodzi czas, by „zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło, ani nawet o jakich nie pomyślałeś”.
Nie sposób nie docenić faktu, że dzięki współczesnym możliwościom technicznym wszystkie pielgrzymkowe wydarzenia i myśli zamknięte w słowach są dostępne zarówno w formie elektronicznej, jak i drukowanej. Możemy z nich korzystać do woli. Wracać do nich i wciąż się nimi sycić, umacniać, uczyć się i weryfikować naszą chrześcijańską postawę. I czerpać z nich pełną nadziei odwagę.
Małgorzata
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter  

Używamy plików cookies, aby serwis działał lepiej. Dowiedz się więcej, jak zarządzać plikami cookies.